zdrowe kręcenie

Kategoria:  

Śledzę trochę dyskusje w mediach nad publicznym system ochrony zdrowia. Wśród wielu mądrych wypowiedzi, wielkich liczb i świetnych pomysłów wyraźnie brakuje prostej, klarownej informacji. Wystarczyłoby odpowiedzieć na kilka prostych pytań.

  1. Ile pieniędzy rocznie NFZ otrzymuje ze składek (z ZUS i od ludzi płacących wprost do NFZ)? Inaczej: ile pieniędzy rocznie trafia na ochronę zdrowia, ale tylko tych pieniędzy, które rzeczywiście są do tego celu przeznaczone?
  2. Ile pieniędzy na służbę zdrowia rząd rocznie dokłada z innych części budżetu (np. z podatków, akcyz itd)?
  3. To ile w sumie jest rocznie pieniędzy na ochronę zdrowia? Ile państwo ma w kieszeni?
  4. Ile potrzeba pieniędzy, w wersji uwzględniając podwyżki dla lekarzy i pielęgniarek i w wersji bez tych podwyżek? Zakładając, że wszystkie świadczenia są bezpłatne.
  5. Ile osób w Polsce płaci składkę zdrowotną lub ubezpieczenie zdrowotne?
  6. Ile osób w Polsce nie płaci składki, a otrzymuje ubezpieczenie zdrowotne?

Mając te proste i, jak sądzę, doskonale znane dane, można łatwo obliczyć, ile kasy na służbę zdrowia brakuje i gdzie leży problem - w wysokości składek, w "bezpłatnych ubezpieczeniach" itd.

Wtedy sytuacja będzie klarowna, np. słuchajcie ludzie, podnosimy składkę miesięczną o 30 zł, ale lekarze dostają podwyżki i podpisują układ, że im to odpowiada na najbliższe 5 lat. I wszystkie świadczenia bezpłatne.

Dlaczego o tym piszę? Bo wnerwia mnie, jak pani minister Kopacz rzuca kwotą 10 mld złotych (tyle niby brakuje do pełnego finansowania świadczeń medycznych), nie podając innych kwot (takich jak wcześniej wymienione), które pozwoliłby oszacować stan kasy w służbie zdrowia. Ludzi w wieku produkcyjnym jest w Polsce ok. 23 mln. Powinni oni płacić składkę, ale faktycznie składki płaci ok 55% ludzi w wieku produkcyjnym, czyli jakieś 12 mln. Oznacza to, że podnosząc składkę o 70 zł miesięcznie likwidujemy problem płatnych świadczeń. Tylko, czy to na pewno 10 mld? W 1999 roku koszt ochrony zdrowia wynosił ok 33 mld zł, tj. ok 7% PKB, czyli podobnie (procentowo) jak w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii czy Szwecji. Oczywiście PKB tych krajów jest wyższy, ale u nas ceny są trochę niższe i wynagrodzenia też. Wszystkie wymieniona państwa mają opiekę medyczną na dość wysokim poziomie. Dlaczego my nie możemy mieć? No i skąd nagle wzięły się braki na poziomie 10 mld? Brakuje 25% kasy w stosunku do 1999 (koszty od 1999 wzrosły, ale polskie PKB też)? Trudno to zrozumieć.

Acha, jeszcze jedno. Całkowity wymiar dotacji państwa do organizacji kościelnych i wyznaniowych to (za tygodnikiem Polityka) ok. 1-1,5 mld zł rocznie. Gadanie i pisanie (trochę tego się pojawia) o tym, że dotacje kościelne załatają dziurę w ochronie zdrowia, jest nietrafne.

Acha, palacze wpłacają rocznie do budżetu 14 mld zł. To ja mam propozycję dla rządu: podnosimy akcyzę na każdą paczkę papierosów o 2 zł i praktycznie problem służby zdrowia mamy rozwiązany.

Acha, żeby nie było, że chciałbym męczyć palaczy. To samo proponuję na każde 0,5l wódki (+2 zł na ochronę zdrowia) i każde 500g tłuszczy nasyconych lub "trans" w produktach spożywczych. Jesz hamburgera? Płacisz 0,05 zł na służbę zdrowia. Itd. Psując swoje zdrowie powinniśmy płacić większe ubezpieczenie zdrowotne, a że to trudno to weryfikować, to przenieśmy tę podwyżkę ubezpieczenia na niezdrowe produkty. I na abonament TV, skoro ten musi pozostać. Za to wydatki sportowe można by odliczać od podatku. Dobry pomysł?

Mnie się też marzy, żeby ktoś (tzn. wpływowy polityk) zrobił tak:
- przeanalizował system opieki zdrowotnej w Europie
- zaproponował 3-4 warianty dla Polski, od pełnej bezpłatnej opieki od pełną prywatną ubezpieczalność i pokazał, jak te warianty podnoszą lub obniżają składki/podatki
- za pomocą kilku niezależnych sondaży wybierany jest zdecydowanie najbardziej popierany wariant (to musi być mocny sondaż, np. nie 1000 ale 50000 badanych)
- wybrany wariant jest wprowadzany w życie. Koniec i kropka. Dziura w kasie na służbę zdrowia nie jest tak wielka, by nie można je było załatać.

Tutaj trzeba jednak rozwiązać trzy podstawowe problemy:
- nieuczciwość niektórych pracowników służby zdrowia: lewe zwolnienia, łapówki, protekcjonizm itd. Rozwiązaniem może być pełna prywatyzacja placówek zdrowotnych.
- żądania płacowe. Rozwiązaniem może być układ zbiorowy, umowa spisana na np. 10 lat (dostajecie 10% co roku, gwarantujecie brak protestów). Lub pełne prywatyzacja
- nieefektywność ZUS. prywatne ubezpieczenia zdrowotne?

Co do "in vitro": zadziwia mnie, z jaką łatwością przedstawiciele hierarchii Kościoła Kat. dają się podpuszczać zagrywkom politycznym. Od ludzi zajmujących się bądź co bądź najbardziej istotnym tematem (jak przeżyć mimo śmierci) wymagać należy wielkiej dojrzałości emocjonalnej i intelektualnej. Dojrzały i doświadczony kapłan/biskup powinien za 3,4,5-tym razem (gdy kolejna grupa polityków walczy o życie zarodków) stwierdzić "To kolejna gra polityczna, której celem nie jest walka o życie nienarodzonych, tylko punkty w sondażach. Zajmijcie się czymś twórczym.".

Acha, walka z bezrobociem powinna polegać imho na walce ze statusem "bezrobotny". Dzisiaj w Polsce brakuje pracowników, nie pracy.

PS
Casus in vitro pokazuje, jak dobry to temat zastępczy (podatki, walka z bezrobociem, szkolnictwo dostosowane do standardów rynku pracy).

Na

Na wstępie:
http://www.dailymotion.com/video/xqe8r_levis-taintedlove_ads

Czyli, jak źle nie było póki nie traktują nas elektryką nie przejmujmy się :)

Co do postu...

Marzy mi się, żeby w polskim życiu publicznym wreszcie objawił się ktoś (polityk, lub "ekspert"), kto przeanalizowałby jak do służby zdrowia podeszły kraje rozwinięte - i opracował model skrojony tak, by Polskę było na to stać. I by ten projekt zyskał poparcie polskiego społeczeństwa.

Na razie jest tak, że jest 40 milionów ekspertów i każdy ma własny "g-genialny plan" (no offence pablo - to nie jest przytyk do Ciebie. Ale z rozmów ze znajomymi wynika, że każdy ma własną receptę - a przekrój pełen - od leseferyzmu i prywatyzacji (kogo stać, ten będzie leczony) po model skandynawski ("nic Wam nie zapłacę! Wydoiliście mnie podatkami - płacę, wymagam. Chcę kompleksowej opieki za free. A ponieważ nie każdy ma pracę to i on powinien mieć prawo do tego, co każdy polak"))...

Na czym żeruje klasa polityczna (PO i protest pielęgniarek), oraz, z całym szacunkiem dla pracy polskiej SZ, branża (podwyżki dla lekarzy, pielęgniarki pewnie wkrótce też).