Tomasz Węcławski 2.0

Odejście od kapłaństwa, a potem apostazja, odejście od wiary katolickiej profesora Tomasza Węcławskiego uruchomiło lawinę komentarzy: hierarchowie kościelni, publicyści katoliccy, blogerzy katoliccy i ateiści... Apostazja Tomasza Węcławskiego da się więc oglądać jako pewien impuls do dialogu wewnątrz katolicyzmu oraz między religią a ateizmem w Polsce. Ważna sprawa!

Wydaje się, że należy pozostawić na boku zaangażowanie Tomasza Węcławskiego w sprawy abpa Juliusza Paetza i bpa Stanisława Wielgusa. Te i być może inne sprawy psujące polski Kościół mogły być impulsem czasowym, wskaźnikiem, że oto jest właściwy moment na podjęcie decyzji, ale raczej nie miały wpływu na kształt i treść samej decyzji. Taką tezę formułuję na bazie tego, co usłyszałem w wykładach Tomasza Węcławskiego dostępnych w Internecie. Wykłady te są fascynujące nie tylko ze względu na samą przekazywaną w nich wiedzę, ale ze względu na ich formę. Nie spotkałem dotąd takiej otwartości emocjonalnej i intelektualnej w podejściu do zasadnicznych kwestii wiary katolickiej.

Z wykładów tych można wydobyć pewien podział kwestii religijnych na trzy obszary. Pierwszy obszar, to informacje przekazywane ze źródeł (Stary i Nowy Testament). Te informacje podlegają krytycznej analizie, tzn. krytycznej w takim rozumieniu, że można w nich znaleźć i relacje "reporterskie", czyli dokładne opisy prawdziwych wydarzeń, i pewne interpretacje. Te ostatnie też mogą mieć formę dokładnej relacji, ale relacją nie są z oczywistych względów (np. samotna modlitwa Jezusa w Ogrójcu). Interpretacja może też pojawić się, gdy tekst Ewangelii jest niechronologiczny, odwołuje się do informacji, które nie są znane w czasie opisywanych wydarzeń (np. opis narodzenia Jezusa w ewangelii św. Łukasza od razu mówi o Jezusie jako Zbawicielu, chociaż to okazuje się prawdą dopiero na koniec opowieści).

Drugi obszar, to interpretacja Ewangelii i innego, bliżej nieokreślonego przekazu (coś, co nazywane jest tradycją Kościoła) i rozwój tej interpretacji w czasie. W tym sensie nauczanie Kościoła nie jest nauczaniem Jezusa (mówiąc to bez wartościowania czy to dobrze, czy źle), ale jest efektem wielusetletniego przetwarzania interpretacyjnego tego oryginalnego nauczania.

Trzeci obszar, najprostszy, to dogmaty Kościoła, które są pewną zatwierdzoną na stałe interpretacją i dla katolika wyznaczają granice obszaru jego religijnych poszukiwań.

Wypisuję to wszystko tak szczegółowo, aby uwypuklić trywialny wniosek: można badać kwestie wiary z wielką otwartością i wielką swobodą, gdy tylko uświadomić sobie, jak wiele w tej wierze jest wyłącznie interpretacją. Więcej nawet: można to robić bez popadania w wyślizgane i bezrefleksyjne pustosłowie, które tak często pojawia się w rozważaniach na tematy wiary czy religii (takie wydeptane pustosłowne ścieżki widać też w innych dyskusjach, ale tutaj odnoszę się tylko do kręgu wiary/religii/teologii). Wykłady Węcławskiego są niezwykłe także dlatego, że on więcej stawia pytań i więcej otwiera płaszczyzn myślenia nad kwestiami wiary, niż daje ostatecznych odpowiedzi. Węcławski pokazuje pewne szlaki myślenia, ale pozwala nimi podążać samodzielnie swoim słuchaczom.

Teraz wypadałoby się odnieść do tytułu. "Tomasz Węcławski 2.0" oznacza nie tylko nowy rozdział w życiu teologa z Poznania. To także nowy rozdział w stosunku do i sposobie korzystania z wiary czy religii, na który naprowadza Węcławski. Sposób ten jest otwarty, swobodny i osobisty: przy ustaleniu pewnych aksjomatów reszta jest otwartą i podlegającą krytycznej analizie interpretacją! To jest to coś, co próbowałem nieudolnie nazwać otwartą duchowością.

Myślę, że ten sposób łączy się z niesłychanym, otwartym dostępem do informacji i swobodną możliwością publicznego wyrażania swoich poglądów. Teksty Ewangelii, dzieła teologiczne, tak jak wszystkie inne dokumenty, są łatwo dostępne i podatne - w postaci cyfrowej - na błyskawiczną analizę, przeszukiwanie, kopiowanie, porównywanie... Można o swoich poszukiwaniach, rozmyślaniach dyskutować z praktycznie dowolną liczbą osób, w tym nawet pewnie i z samym Tomaszem Węcławskim czy innym energicznym teologiem - via email. I nie chodzi tylko o formę, publikację wykładów w MP3 i dyskusje na forum internetowym.

Zmiana jest głębsza i dalej idąca. Myślę, że wpływ powszechnej dostępności informacji na religię i wiarę jest niedoceniany, bagatelizowany (znowu powraca to wyślizgane pustosłowie). Świat 2.0 to nie tylko piwo i pornografia, ale też koniec, a przynajmniej znacząca transformacja sposobu sprawowania "rządu dusz". W formule "1.0" pozostają ci bierni, strachliwi lub obojętni, strach pomyśleć, może także ci wyrachowani. Inni przechodzą tam, gdzie znajdą przestrzeń dla samorealizacji. Piszę od początku o Tomaszu Węcławskim, ale wiele z opisanych tutaj spraw można przyłożyć do każdej innej religii czy systemu pojęciowego.

Dopisek: po kilku dniach widzę, że nie zawarłem w tym tekście głównej myśli, a jest ona taka mniej-więcej: nowe technologie zmieniły nie tylko sposób tworzenia i konsumpcji mediów, nie tylko prowadzenie biznesu, nie tylko życie publiczne i polityczne, ale też religijność i duchowość. Nowe technologie, a bardziej nawet - idee za nimi stojące przyspieszają ewolucję religijności. Otwartość, dostępność, społeczności tworzone ad hoc, indywidualizm. Struktury statyczne lub zmieniające się powoli nie przeżyją obecnych i nadchodzących zmian..

Celowo nie poruszam to kwestii ceremonii i rytuałów, które też wpadają w zakres rozważań interpretacyjnych. Efektem rytuału bywa refleksja, ale nie jest to raczej refleksja nad samym rytuałem. To jednak rozległy i trochę osobny temat.

WYKŁADY W FORMIE MP3 z internetu poznikały